20.06.2020

Czarnobylscy górnicy

Zdjęcie i wideo

Jak faktycznie pracowali górnicy z Czarnobyla

 

Siedziba grupy operacyjnej Ministerstwa Przemysłu Węglowego mieściła się w małym domu pod numerem 26 przy ulicy Sowieckiej w mieście Czarnobyl, gdzie przed wypadkiem znajdował się okręgowy wydział oświaty publicznej. W kierownictwie centrali jest pięć osób. Na jej czele stanął Minister Przemysłu Węglowego Ukrainy N. Surgay. Na ścianach małej izby, w której zamieszkał minister i jego pomocnicy, wisiały rysunki, wykresy, diagramy. Zbiegają się tu dane za każdy dzień, za każdą zmianę, za każdą godzinę pracy górników.


- Nasz zespół liczy 388 osób, - z czego 154 to górnicy z basenu moskiewskiego, a 234 z Donbasu. Pracowali jako jedna zaprzyjaźniona rodzina i dlatego sprawa została spór. A zadanie przed nami, szczerze mówiąc, było trudne. - Trzeba było, przed zejściem pod ziemię do podstawy czwartego bloku, położyć 136-metrowy tunel, przeprowadzić na nim komunikację i położyć szyny dla wózków.
Średnica tunelu jest niewielka, tylko osiemdziesiąt metrów. Około pięćdziesiąt metrów wysokości - sześćdziesiąt metrów. Wtedy aparat ma około trzydziestu do trzydziestu. Specjaliści z Ministerstwa Środowiska mieli zamontować w tej komorze agregaty chłodnicze. To prawda, że ​​prawie całą pracę wykonali za nich górnicy. Na początku główną trudnością było promieniowanie.

Tam, gdzie zaczęli, dochodziło do 3-4 prześwietleń na godzinę. Wejście do tunelu znajdowało się z trzeciego bloku. Ale kiedy weszli w twarz, zostało to ustalone w akceptowalnych standardach. Prace były realizowane siłami zintegrowanych zespołów, każdy z nich składał się z dryfujących i operatorów maszyn, elektryków, kierowców dźwigów i buldożerów. Zespoły te prowadziły tunel do tzw. płyty pod reaktorem. Ostatnie pięć do sześciu metrów minęło ręcznie.


Górnicy wykonywali pracę przez całą dobę na osiem zmian. Każdy pracował przez trzy godziny. Każdy członek brygady wiedział, co powinien zrobić w tym czasie. Wszystkie zmiany są zjednoczone w „zmianie”. Termin pracy na stacji każdej „zmiany” wynosi piętnaście dni. Zadanie to wykonały trzy oddziały. Po dwa tygodnie. Pierwszy oddział prawie przeszedł przez tunel, drugi ukończył tunel i zaczął kopać komorę, a trzeci już go ukończył i pomógł zamontować lodówki.


Całą pracę wykonywano w sposób łagodny – trzy godziny na każdą zmianę. Zadanie polegało na zrobieniu wszystkiego w ponad trzy miesiące, a górnicy zrobili w miesiąc trochę. Prawie trzy razy szybciej! Były ustalone rekordy, które nigdy się nie powtórzyły. Chłopaki zabrali sobie łopaty. Nadchodzi zmiana i powiedziano im, że mamy jeszcze dwie minuty.


Nie wszyscy górnicy zostali wybrani. Zabrali najlepszych włóczęgów. Oto było - wyszła nocna zmiana, nadeszła dzienna zmiana, ludzie zostali załadowani do autobusów z powrotem do domu: weź brzytwy, pożegnaj się z bliskimi.

 

Wszystkim górnikom dawano respiratory z płatkami, ale nie były one szczególnie zużyte - nie można było w nich pracować, bo tunel był gorący i nie było czym oddychać. Warto od razu wspomnieć, że żaden z górników nie pracował nago. Wszystkie tunele ubrane były w jasną białą szatę, jak pracownicy stacji. Stan zdrowia był ściśle monitorowany. Dzień później pobrano krew do analizy. Jeśli testy są złe, nie wolno im było zmienić. Ogólnie organizacja była niesamowita, podobnie jak karmienie.


W efekcie pod reaktorem zamontowano ogromny betonowy system wypełniony rurami i specjalnym wyposażeniem. Cała ta masywna konstrukcja miała wyeliminować niebezpieczeństwo skażenia wód gruntowych.

+
Nie spiesz się, aby zamknąć stronę

Czy na pewno zapoznałeś się ze wszystkimi ofertami i promocjami naszej firmy?