15.06.2020

Dekontaminacja miasta Prypeć

Zdjęcie i wideo

Dekontaminacja miasta Prypeć



Po wypadku w 1986 roku cała ludność miasta Prypeć została ewakuowana, a miasto uzyskało status przesiedlonego. Mieszkańcom powiedziano, że po pracach przy dekontaminacji miasta i terenów przyległych będą mogli wrócić do domu, ale myślę, że już w maju 1986 roku wszystko było jasne dla specjalistów - w Prypeci nigdy nie będzie pełnego życia . Świadczy o tym fakt, że już w maju 1986 r. podjęto decyzję o budowie nowego miasta naukowców nuklearnych o nazwie Slavutich w czystej strefie w odległości 50 km. z elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Wielu byłych mieszkańców Prypeci przeniosło się do Sławutycz już w 1987 roku.


Po tym wszystkim postanowiono dezaktywować Prypeć. Początkowo miasto miało służyć przez pewien czas jako obóz zmianowy dla likwidatorów, a także wykorzystywać infrastrukturę miejską do goszczenia różnych projektów i organizacji badawczych – co de facto realizowano w takiej czy innej formie do około początek 2000 roku.


W tej chwili wielu likwidatorów i wielu z tych, którzy byli w taki czy inny sposób związani z CEZ, wyraża opinię, że dekontaminacja Prypeci była absolutnie niepotrzebna i bezużyteczna. W zasadzie możemy się z tym zgodzić – w końcu miasto nie nadawało się do pełnego życia, a ilość wysiłku, pieniędzy i zdrowia ludzkiego, jaką poświęcono na dekontaminację, z pewnością nie jest warta możliwości pracy w Strefie kilka projektów badawczych.


Jedyną zaletą dekontaminacji jest to, że takie prace pozwoliły nieco ograniczyć rozprzestrzenianie się materiałów promieniotwórczych poza CEZ, ponieważ podczas dekontaminacji prowadzono również prace dekontaminacyjne mające na celu dezynfekcję budynków i wywóz rzeczy na cmentarzyska. Gdyby tego nie zrobiono, szabrownicy ukradliby rzeczy. No i jeszcze jeden względny „plus” - bez prac dekontaminacyjnych dotychczasowe wycieczki do Prypeci byłyby niemożliwe.


Najpierw oszacujmy skalę pracy. Prypeć była bardzo mała i zwarta – 5 mikrookręgów, z których każda stanowiła dużą dzielnicę. Całe miasto jest zbliżone wielkością do dzielnicy mieszkalnej w mieście takim jak Mińsk czy Kijów. Mimo to prace dekontaminacyjne były dość obszerne, ponieważ konieczne było wywiezienie radioaktywnej gleby – nawet na tak niewielkim obszarze wynosi ona setki ton.


Do pewnego stopnia Prypeć miała szczęście – w dniach wypadku wiatr wiał w taki sposób, że główne masy radioaktywne zdawały się „obiegać” miasto z dwóch stron, tworząc dwie linie wysokiego zanieczyszczenia radiacyjnego, zwane później Północnym i zachodnie tory. Nawet biorąc to pod uwagę, tło ekspozycji w Prypeci wieczorem 26 kwietnia wyniosło średnio 1 rentgen na godzinę (około 70-100 tysięcy razy więcej niż norma); można sobie wyobrazić, jakie byłoby tło w Prypeci, gdyby strumienie płynęły bezpośrednio do miasta.


Niemal natychmiast po wypadku miasto uzyskało „specjalny status” osady zamkniętej. Aby dostać się do Prypeci, trzeba było mieć specjalną przepustkę; miały różne poziomy przyjęcia - "Przełęcz do Czarnobyla", "Przełęcz do Prypeci", "Przełęcz wszędzie". Dokumenty sprawdzano przy wjeździe do miasta; dotarcie do Prypeci przez przypadkową osobę było w tym czasie absolutnie nierealistyczne.
Wszystkie środki dekontaminacyjne można podzielić na dwa główne rodzaje prac - czyszczenie budynków ze śladów radioaktywnego pyłu i sprzątanie gleby - wszystkie główne prace należą do tych dwóch kategorii, a ponadto dodamy osobną pozycję dotyczącą usuwania rzeczy do pochówku fusy.
Budynki myto za pomocą wozów strażackich, na których zainstalowano armatki wodne wytwarzające niezbędne ciśnienie.

Istnieją różne wersje tego, co zostało wyprane. Ktoś pisze, że była to zwykła woda, a ktoś mówi, że była to specjalna kompozycja polimerowa, która po wysuszeniu zamieniała się w rodzaj analogu folii wiążącej kurz i którą można było następnie zebrać jako śmieci.


Najprawdopodobniej obie wersje są prawdopodobne - w niektórych miejscach można zastosować specjalną kompozycję, aw niektórych miejscach - zwykłą wodę. Ogólnie rzecz biorąc, ani beton, ani cegła nie są „aktywowane” przez promieniowanie (w przeciwieństwie do metalu) i można je dość łatwo wypłukać - wystarczy usunąć cały kurz i cząstki radioaktywne.


Oprócz wozów strażackich do czyszczenia budynków wykorzystano również co najmniej jeden BelAZ, przerobiony na tryskacz UMP-1. Początkowo BelAZ miał być używany do czyszczenia wysokich szesnastopiętrowych budynków, ale sprężarka wody była zbyt mocna - według naocznych świadków strumień wody z BelAZ łatwo wybijał okna w domach. Następnie UMP-1 został wykorzystany do odpylania ulic miejskich.


Kolejna część prac (na znacznie większą skalę) polegała na usunięciu radioaktywnej gleby i została przeprowadzona po oczyszczeniu budynków. Wszędzie zbierano ziemię na różne sposoby. Gdzieś do wycinania wierzchniej warstwy gleby używano równiarek, ale większość wykonywano ręcznie.
Osobno warto porozmawiać o sprzątaniu mieszkań z rzeczy i zepsutych produktów.


 

Aby zapobiec plądrowaniu miasta, kilka tygodni po wypadku zostało ono otoczone ogrodzeniem z drutem kolczastym z alarmem. Wszystkie domy zostały również objęte systemem alarmowym, który był podłączony do pilota na komendzie miejskiej policji. Sam alarm był zainstalowany na drzwiach wejściowych, ale nie był doskonały i można by rzec prymitywny. Szabrownicy spokojnie omijali czujniki za pomocą magnesów lub zwłaszcza nie zamykali się i wybijali okno w dowolnym miejscu na pierwszym piętrze, po czym weszli do wejścia i przeszukali mieszkania w poszukiwaniu wartościowych rzeczy. Ponieważ miasto Prypeć nie było dość biednym miastem, maruderzy mieli z czego czerpać zyski. Oczywiście takie osoby zostały znalezione i zatrzymane, ale nie było nic specjalnego do naszycia.

Do lat 90. w kodeksie karnym nie było artykułu dotyczącego przemieszczania materiałów promieniotwórczych. Dlatego po schwytaniu szabrowników wypuszczano ich wcześniej, po skonfiskowaniu skradzionych rzeczy i sporządzeniu protokołu administracyjnego. Ze względu na to, że było dużo skażonych rzeczy, wynoszono je z domów, ładowano na przyczepy i ciała oraz wywożono na cmentarzyska. W domach pozostało tylko kilka nieporęcznych rzeczy, takich jak „ściany” i sofy.


Pomimo tego, że 27 kwietnia podobno zamknięto okna, aby do lokalu nie przedostawał się radioaktywny pył, w mieszkaniach nadal był „brud”. Gdzieś można go było przywieźć na butach z ulicy już 26 kwietnia, gdzieś otwory wentylacyjne mogły zostać otwarte lub drobny pył po prostu przedostał się przez wentylację. Nie wszystkie przedmioty gospodarstwa domowego zostały zniszczone. Np. część mebli nadających się do dekontaminacji (stoły, taborety, krzesła, stoliki nocne itp.) oddano na potrzeby likwidatorów. Do dziś meble z Prypeci można znaleźć w hostelach zmiany w Czarnobylu.


Kiedy stało się absolutnie jasne, że ewakuacja potrwa znacznie dłużej, niż oczekiwano od samego początku, pojawiły się nowe pytania. Przede wszystkim wywóz i zakopanie towarów sypkich (obawiali się wybuchowego rozmnażania się gryzoni i rozprzestrzeniania przez nie chorób) oraz produktów łatwo psujących się z magazynów ORS i sklepów.
Konieczne było oczyszczenie zsypów na śmieci z resztek jedzenia. Była to strasznie nieprzyjemna praca: wielu mieszkańców podczas ewakuacji wyrzucało jedzenie przygotowane na majowe święta. Można sobie tylko wyobrazić, co działo się w zsypach na śmieci po pięciu do siedmiu dniach upałów.


Od pierwszych dni po wypadku ludzie zaczęli wdzierać się do miasta na hak lub przestępcy. Każdy miał swoje ważne i pilne sprawy: kto zostawił dokumenty, kto zostawił pieniądze lub obligacje na duże sumy, kto musiał zabrać niezbędne rzeczy. Ludzie dostawali samochody, płacili dużo pieniędzy, przyjeżdżali do Prypeci i oczywiście udawali się do GOVD, aby uzyskać oficjalne pozwolenie, w przeciwnym razie mogliby „dostać się” do szabrowników. W tej sprawie nie było ogólnego porządku, co prowadziło do nadmiernego dostarczania „brudu”, zwłaszcza że przepływ ludzi stale się zwiększał. Tylko w pierwszych 20 dniach czerwca miasto odwiedziło 394 osoby, co najmniej tyle samo było zarejestrowanych w Wydziale Spraw Wewnętrznych miasta Prypeć.


Rzeczy, których poziom zarażenia przekraczał 0,1 mlr/godzinę - poziom uzgodniony z Ministerstwem Zdrowia ZSRR, nie wolno było wywozić z miasta. Aby monitorować zgodność z tym ostatnim warunkiem, w punkcie kontrolnym Dibrova utworzono specjalny punkt kontroli dawki. Tam w punkcie kontrolnym wydano środki ochrony osobistej, wyposażono małą jadalnię. W punkcie kontrolnym zrobiliśmy transfer z „brudnych” autobusów, które przyjeżdżały z Prypeci do „czystych” i odwrotnie. W położonej niedaleko Poleska wsi Stebły utworzono na stacji Owrucz wydział wydawania przepustek do miasta. Od 25 lipca ludzie jeździli do miasta, ale jak poszli: 25 lipca - 69 osób, 26-200, 27-240, 30-408, 31-701 a potem liczba wahała się od trzystu do sześciuset a dzień.


Po drodze, wraz z wywozem rzeczy, rozwiązaliśmy kolejny problem - wyrzucanie produktów z lodówek. Prąd został odcięty dawno temu, a ponieważ wypadek wydarzył się przed świętami, wszystkie lodówki były zapełnione jedzeniem. Pytanie okazało się nie tak proste, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Jeśli usuniesz tę rozłożoną masę, to gdzie, gdzie, a potem umyjesz ręce - woda jest wyłączona, kto następnie zbierze ją po całym mieście. Cierpieliśmy długo, aż przyszło do głowy najprostsze rozwiązanie - zostawić całą tę zgniliznę w lodówkach, używając ich jako hermetycznych pojemników. Żołnierze, którzy przeprowadzali dekontaminację miasta, wyrzucali lodówki prosto z okien na ciężarówki, po czym również trafiali na cmentarz, podobnie jak inne skażone przedmioty.
System zwiedzania miasta funkcjonował do 25 października, aż do rozpoczęcia w mieście całkowitego odkażania wraz z usuwaniem ziemi, w związku z czym komisja rządowa postanowiła przerwać ten proces.

+
Nie spiesz się, aby zamknąć stronę

Czy na pewno zapoznałeś się ze wszystkimi ofertami i promocjami naszej firmy?