30.04.2020

Historie likwidatorów (część 1)

Zdjęcie i wideo

Nikołaj Aleksandrowicz Steinberg



W okresie od 1986 roku do chwili obecnej w likwidacji awarii w elektrowni jądrowej w Czarnobylu wzięło udział ponad 800 tysięcy osób. Są to osoby, które wykonywały zupełnie inną pracę zarówno na terenie stacji, jak iw całej strefie. Każdy likwidator ma swoją historię za okres swojego życia w strefie, własną wizję tamtych wydarzeń i własną dawkę otrzymaną w czasie spędzonym w strefie. W tym artykule podzielimy się historią jednej znanej w wąskich kręgach osoby, która pracowała w elektrowni jądrowej w Czarnobylu i była bezpośrednio zaangażowana w likwidację wypadku w tym strasznym czasie.
 

Steinberg Nikołaj Aleksandrowicz urodził się w 1947 r. w Kirowogradzie w Ukraińskiej SRR. W 1971 ukończył Wydział Elektrowni Jądrowych Moskiewskiego Instytutu Energetycznego. Od 1971 do 1983 pracował w elektrowni jądrowej w Czarnobylu. W latach 1983-1986 pracował w elektrowni jądrowej Bałakowo. Steinberg awansował od inżyniera do zastępcy głównego inżyniera. Po wypadku w 1986 r. objął w maju stanowisko głównego inżyniera elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Rok później, w kwietniu 87, został wiceprzewodniczącym Państwowego Inspektoratu Energii Atomowej ZSRR. W sierpniu 1991 r. został mianowany przewodniczącym Państwowego Komitetu Ukrainy ds. Bezpieczeństwa Jądrowego i Radiacyjnego. W latach 2002-2006 Nikolay Steinberg był wiceministrem paliw i energetyki Ukrainy. Obecnie zajmuje się działalnością inżynieryjno-doradczą, bierze udział w pracach stowarzyszeń zawodowych i organów doradczych, jest przewodniczącym Rady ds. Bezpieczeństwa Reaktorów przy Przewodniczącym Państwowego Komitetu Ukrainy ds. Regulacji Jądrowych. Nikolay Steinberg był także członkiem grupy ekspertów, która pracowała nad uzupełnieniem raportu INSAG-7 o przyczynach awarii w elektrowni jądrowej w Czarnobylu.
 

Zaraz po ukończeniu studiów dotarłem na plac budowy elektrowni jądrowej w Czarnobylu. To było 8 marca 1971 roku. Pamiętam, że wtedy było dużo śniegu, był silny i ciernisty wiatr. W tym czasie powstawały pierwsze schroniska przy wjeździe do miasta w Prypeci. W tym czasie istniała dobra baza materiałowa. Na naszych oczach wyrosła pierwsza dzielnica. Naszym zadaniem było zajęcie się sadzeniem drzew. Jak mówi przysłowie, że normalny człowiek powinien zbudować dom, wychować syna i posadzić drzewo, z tym drugim nie mieliśmy problemów. Generalnie jak u dzieci. W Prypeci było dużo dzieci. Gdzieś w 1972 roku odwiedziła mnie moja mama i była zszokowana tym, ile mamy dzieci w mieście. W tamtym czasie nikt nie kontrolował dzieci tak jak teraz. Rano uciekł na spacer, wrócił wieczorem. Więc matka powiedziała, że ​​to jakiś koszmar. Niektóre wózki, dzieci i kobiety w ciąży. W rzeczywistości mieszkańcy Prypeci bardzo kochali swoje miasto. Było wygodnie, pięknie, wszystko było w zasięgu spaceru. Po urodzeniu drugiego dziecka przenieśliśmy się do mieszkania na ulicy Kurchatov. Mieszkaliśmy wtedy na trzecim piętrze. Centrum miasta jest blisko. W centrum znajduje się piękny pałac kultury. Dużo podróżowałem, ale widziałem kilka z nich.

O samym wypadku.

Kilka powodów zbiegło się tej nocy. Po pierwsze, wady samego projektu. Są niezwykle poważni. Niestety znani byli na długo przed 86 rokiem życia. Dużym problemem było to, że te niedociągnięcia nie zostały zakomunikowane personelowi, który pracował przy panelu sterowania reaktora. A największym problemem było też to, że projektanci wiedzieli o tych niedociągnięciach, ale nie rozumieli ich konsekwencji. Tej nocy personel nie odczuł przewagi, która stałaby się niebezpieczna, chociaż formalnie działała zasadniczo poza kilkoma naruszeniami. W rzeczywistości te naruszenia nie doprowadziły bezpośrednio do wypadku. W efekcie okazało się, że reaktor trzeba było wyłączyć przez wciśnięcie awaryjnego „hamulca”, a on zaczął przyspieszać i ostatecznie eksplodował. Dziś nadal trwa debata o tym, kto jest winny. Ale dla normalnej osoby to nie pasuje do głowy w ten sposób ... To znaczy, oto analogia. Prowadzę samochód i muszę się zatrzymać, wciskam pedał hamulca i przyspiesza. Jakiś absurd wychodzi...
 

W nocy 6 maja wszedłem do maszynowni. To ogromne pomieszczenie o długości nieco ponad 800 metrów, w którym znajdują się turbiny i ogromna ilość sprzętu elektrycznego. Dach pękł w pobliżu 7 turbiny, na niebie świeciły gwiazdy. Tylko awaryjne światło zadziałało gdzieś na odpływie ropy i zapadła śmiertelna cisza, co byłoby nietypowe dla normalnej pracy elektrowni jądrowej. I był dziki zapach ozonu z powodu wysokiej jonizacji powietrza.
 

Trzeci blok był w dość trudnej sytuacji. Wiele systemów zostało uszkodzonych z powodu tego, że bez naszej zgody w pierwszych dniach na terytorium wystrzelono wojska, które miały za zadanie wyeliminować wypadek. Doprowadziło to do uszkodzenia szeregu rurociągów, w tym wodociągów przemysłowych. Były chwile, kiedy byliśmy zupełnie bez wody. Czyli reaktor załadowany paliwem w takiej sytuacji, baseny wypalonego paliwa, które się gotowały… Niezwykle trudna sytuacja i taka była.

 

Siedziba likwidacji znajdowała się w schronie pod budynkiem administracyjnym elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Były prycze, stoły, wszyscy palili. Chociaż próbowali jakoś podzielić strefy na warunkowo czyste itp. ale mimo to, ze względu na to, że musieliśmy pracować w różnych strefach, poziomy w pomieszczeniu były nadal dość duże. Było wiele stolików. Przy każdym stole siedziało kilka osób z określonej posługi. Nie było wtedy poczucia zagrożenia. To nie był ładunek. Załadowaliśmy zadania, które na nas spadły. Wszystko było niestabilne. Było wiele problemów. Nie można powiedzieć, że po likwidacji wypadku wszystko poszło gładko. Generalnie polubownie trzeba było najpierw się zatrzymać, przemyśleć i wszystko zaplanować, ale nie było na to czasu. W zwyczajach naszego społeczeństwa mentalność nie miała miejsca. Najważniejsze, żeby zaangażować się w bitwę, a potem to rozwiążemy.
 

Idiotyzm nie wynika z heroizmu, ale z nieporozumienia.
 

Kiedyś zdarzyła się sytuacja, że ​​mój podwładny musiał wykonać pomiary w pobliżu zniszczonego reaktora. Wziął IMR z czujnikami i pojechał wzdłuż hali turbin. Po kilku godzinach wrócił, wszedł do pokoju, zamknął za sobą drzwi. Jego oczy były kwadratowe. Zapytałem go, co się stało? Mówi do mnie: „Wiesz, są czołgi, obróciłem się wokół nich. Szybkość dawki w ich pobliżu wynosi 1800 rentgenów na godzinę, a potem moje urządzenie wypadło poza skalę. Widoczne są tam trzonki kaset.” Następnego ranka przyszło do mnie trzech oficerów. Polecono im zorganizować czyszczenie tych samych wkładów paliwowych, które znaleźliśmy wczoraj. Powiedziałem im, że jeśli chcą umrzeć, to mogą. Nikt nie mógł tam niczego usunąć. Funkcjonariusze oczywiście tłumaczyli, że jeśli nie zastosują się do rozkazu, to wieczorem zostaną im zerwane szelki itp. Następnie poprosiłem o wezwanie wyższego dowództwa w celu anulowania zamówienia. Powiedziano mi, że nie zostaną wysłuchani i musiałem osobiście skontaktować się z generałem armii Iwanem Aleksandrowiczem Gierasimowem. Wysłuchał mnie, zrozumiał wszystko i wyrok śmierci został natychmiast odwołany. Wydawało się, że tak było po wszystkim. Pytanie. Jak takie zadanie, a postawił je wówczas jeden z byłych dowódców oddziałów chemicznych, mogło przy pomocy ludzi pobierać 1800 rentgenów na godzinę? I pomimo tego, że poziom ten został zarejestrowany z IMR z odległości ponad 10 metrów. W pobliżu było oczywiście ponad 10 tys. Poziomy powyżej 2 tysięcy rentgenów nazywane są śmiercią pod promieniem. Oznacza to, że wysyłanie ludzi do wykonania tego zadania jest idiotyzmem! Idiotyzm nie wynika z heroizmu, ale z niezrozumienia, jakie zadanie stawia człowiek.
 

Sasha Akimov zmarł 11 maja. W noc wypadku był kierownikiem zmiany czwartego oddziału. Kiedy wyszedłem, wprowadził się do mojego mieszkania. Potem zdecydowałem się przyjechać. Następnie wziął BRDM i przybył do Prypeci. Wrażenie było oczywiście niesamowite. Miasto, w którym jeszcze kilka tygodni temu życie toczyło się jeszcze pełną parą, okazało się puste. Kiedy jechałem przez wioski w drodze do Prypeci, które też były puste, nie było takiego uczucia. A kiedy dotarłem do miasta, gdzie już toczyło się samodzielne życie, rodziły się dzieci, wszyscy znajomi żyli, to było bardzo okropne wrażenie... Trudno to przekazać... Po pierwsze, w całym mieście stoją opuszczone powozy . Po drugie, masa zwierząt domowych, które chodziły po mieście, koty, psy. Pościel schnąca na balkonach. Ludzie tak to określają. Idziesz, nie ma ludzi, a światła są włączone i jest kompletna pustka. Potem przejechałem pół miasta i powiedziałem sobie, że już tu nie przyjadę.
 

Na początek trzeba było zmienić nastrój. A jednak byli w depresji przez pierwsze dziesięć dni. Całe najwyższe kierownictwo wystartowało na początku. Okazało się, że zmiana działała sama. Nie ma jednego zastępcy szefa, nie ma drugiego zastępcy, nie ma kierowników sklepów. Oznacza to, że sami ludzie pracowali. Tym razem. Drugie pytanie dotyczyło tego, co się stanie z rodzinami. Gdzie mieszkać? Jak zyc? W pierwszych 3-4 tygodniach był to poważny problem. Cóż, trzecim, być może najpoważniejszym problemem psychologicznym, jest poczucie winy. Nikt nie wiedział, co się stało. Wszystko zostało natychmiast sklasyfikowane. Pracujesz na samej stacji i tak naprawdę nie rozumiesz, co się dzieje. Ale poczucie winy w zespole nadal pozostało. Dziś trudno o tym mówić. Nasze społeczeństwo nie rozumie, co to znaczy „w jakimś celu” pracować, walczyć, rezygnować ze zdrowia. Bardzo trudno było ustalić ścisły porządek w zakresie bezpieczeństwa radiologicznego i właściwego zachowania. Mówiąc najprościej, zdarli kamizelki i ruszyli do bitwy.
 

Pamiętam, że do połowy maja na stacji pozostało około 700-800 osób. Niektórzy ludzie zostali już wyprowadzeni. Kogoś trzeba było uzdrowić, trzeba było dać ludziom możliwość uporządkowania jakoś rodziny, a dodatkowi ludzie nie byli tu potrzebni, żeby nikogo więcej nie napromieniać. W tym trybie żyliśmy do końca czerwca, aż do rozpoczęcia aktywnych prac konserwatorskich.
 

W rzeczywistości zaangażowane były wszystkie możliwe zasoby. I to jest kolejne z pytań „Czy było to konieczne?” Nie ma wątpliwości, że Czarnobyl ekonomicznie wykończył ZSRR.

+
Nie spiesz się, aby zamknąć stronę

Czy na pewno zapoznałeś się ze wszystkimi ofertami i promocjami naszej firmy?