12.07.2020

Kronika Umarłego Miasta (część - 2)

Wspomnienia Aleksandra Ezaulowa
Część druga


 

A potem doszło do słynnego spotkania partyjnego, które odbyło się 26 kwietnia o godzinie 10 rano. W skład prezydium weszli członkowie prezydium komitetu miejskiego i drugi sekretarz kijowskiego komitetu partii obwodowej V.G. Mały człowiek. Głos oddano przewodniczącemu komitetu wykonawczego V.P. Wołoszko.


Wiadomość była nieoczekiwanie krótka, zaledwie kilka zdań. Mówiono, że o godzinie 1.30 doszło do wypadku na bloku czwartym z częściowym zawaleniem się konstrukcji bloku czwartego. Badane są przyczyny i wymiary. To wszystko. Oczywiście taka zwięzłość nie wyeliminowała pytań, ale dała im jeszcze większy powód. Pytali, co zrobić ze weselami, czy prowadzić zajęcia w szkołach, co zrobić z konkursami... Mały człowieczek. Powiedział, że sytuacja radiacyjna w mieście jest normalna, nie ma niebezpieczeństwa i w związku z tym głównym zadaniem jest zapobieganie panice, wszystkie środki muszą być wykonane zgodnie z harmonogramem. Od tego momentu wszystko, co robił jakikolwiek przywódca, każde jego polecenie, każdy krok, działanie, było postrzegane przede wszystkim przez pryzmat pytania o możliwość paniki w mieście.


Nie wiem jak ktokolwiek, ale zareagowałem na słowa V.G. Mały mąż z pełnym zaufaniem. Przed wypadkiem cieszył się autorytetem jako kompetentny, obiektywny lider, jako osoba podejmująca świadome decyzje, dlaczego teraz miałoby być inaczej? Skoro drugi sekretarz komitetu obwodowego partii mówi, że nie ma niebezpieczeństwa, to dlaczego miałyby być co do tego wątpliwości? Ponadto jego słowa poparte były autorytetem organizacji, którą reprezentował, i oczywiście dyscypliną partyjną, której też nikt nie odwołał.
 

Czy V.G. Mały człowiek podejmując taką decyzję? Trudno sobie wyobrazić, że po zwiedzeniu stacji i zobaczeniu wszystkiego na własne oczy nie doniósł o tym, co zobaczył, pierwszemu sekretarzowi obwodowego komitetu partyjnego G.I. Rejenko. A komu zgłosił Grigorij Iwanowicz? Z kim się konsultował? Czy on czy V.G. Masz małą opinię eksperta? Nie wiem. Jednak mimo wszystko w działaniach V.G. Malomuzha wyraźnie dostrzegł twarz naszej znanej i trzykrotnie przeklętej reasekuracji, tylko niestety, nie chodziło o dbanie o zdrowie ludności, ale o zachowanie czystości regionalnego munduru. Przecież to jedno, kiedy na terenie regionu doszło do wypadku lokalnego, że tak powiem, porządku, który można wyeliminować bez większego rozgłosu, jak to było np. w 1981 roku, kiedy pierwszy blok energetyczny stał przez długi czas z powodu pęknięcia jednego z elementów paliwowych. Kto wiedział o tym wypadku? Poza pracownikami stacji prawie nikt, a wszystko poszło cicho i spokojnie. Tylko główny inżynier stacji, Akinfiew, został niespodziewanie usunięty, a na ul. Lenina położono nowy asfalt (co pogorszyło drogę, szczerze mówiąc). Ministerstwo Energii poprawiło plan, stacja go zrealizowała, wszyscy otrzymali swoją należność, a stacja została przekazana Zakonowi Lenina pod koniec pięcioletniego planu, który zresztą po wypadku od razu nieśmiało uciszony. Ale odpowiedni dekret Prezydium Rady Najwyższej ZSRR był oczekiwany z dnia na dzień. Ale to nie jest słabe: to ordery i medale, a może nawet złote gwiazdy bohaterów. A więc żyjesz dobrze, wszystko skreślasz? Przekreślić chwałę jednej z najlepszych stacji w Unii? Przekazać wszystkie pozycje bez walki? Cóż ja nie! Musimy starać się robić wszystko bez hałasu i kurzu, bo nam się udało w 1981 roku, dlaczego nie możemy teraz? Może nie to jest główny powód, dla którego V.P. Bryukhanov dostarczył dane o celowo niskim poziomie infekcji w mieście, dlaczego V.G. Mały człowieczek do końca starał się zrobić dobrą minę w złej grze, ale to nie ostatni powód.
 

Ale nie wystarczy powiedzieć, że to czy tamto zostało zrobione źle, najważniejsze jest podjęcie działań, aby w podobnych sytuacjach, które mogą pojawić się w przyszłości, błędne działania się nie powtórzyły. Co zostało z tym zrobione? Na ile wzięto pod uwagę doświadczenie zdobyte podczas katastrofy w Czarnobylu za tak wysoką cenę? Niech zainteresowani zadają sobie to pytanie. Wiem jedno – nikt mnie nie pytał, nikt nie pytał o doświadczenie, jakie otrzymałem uczestnicząc w tych wydarzeniach, nigdzie nie jest ono brane pod uwagę i nikt tego nie potrzebuje. Weź następujące. W mieście jeździło tylko 167 autobusów i 533 ciężarówki, z których 266 mogło być przystosowanych do przewozu osób. Zgodnie z planem obrony cywilnej ludność musiała gromadzić się w prefabrykowanych punktach ewakuacyjnych, część z nich znajdowała się w transporcie, a część miała iść pieszo w kierunku Poleska… Co się właściwie stało? Gromadzenie ludzi w prefabrykowanych centrach ewakuacyjnych oznacza przetrzymywanie ludzi na zewnątrz i narażanie ich na niepotrzebne promieniowanie. Wszystkie samochody znajdowały się w strefie zainfekowanej. Coś zostało później umyte, ale w większości pozostały pochowane w strefie. Prowadzenie ludzi na piechotę w kierunku Polesskiego - teraz wszyscy rozumieją, że to bzdura. Ostatecznie z Kijowa trzeba było wywieźć 1100 autobusów, aby ewakuować ludność. Czy to doświadczenie zostało uwzględnione we współczesnych planach obrony cywilnej?
 

Krewni mojej żony mieszkają w 30-kilometrowej strefie elektrowni jądrowej Chmielnicki. Zapytałem, czy podano im preparaty jodowe. Jak Prypeci dostarczono te leki, rozmowa jest przed nami. Ale teraz wiemy (chociaż eksperci wiedzieli wcześniej, ale teraz wiedzą WSZYSTKO!), że preparaty jodowe należy przyjmować natychmiast, po kilku godzinach jest bezużyteczny! Za późno, Fedya, żeby pić Bordżomi, jeśli wątroba odleciała! W ciągu kilku godzin tarczyca wychwytuje radioaktywny jod zamiast normalnego jodu. To jest bezpośrednia droga do jej choroby aż do raka. Więc nikt nigdzie niczego nie rozdawał! Już weszliśmy na tę prowizję! Już dostałem w czoło! Mamy tylko pięć elektrowni jądrowych (w tym zamkniętą w Czarnobylu), czy to naprawdę takie drogie? A jaki wysoki koszt może uzasadniać troskę o zdrowie ludzi?

Takich pytań jest wiele. Nie mając pojęcia, jak uchronić się przed szalejącym pokojowym atomem, wkroczyliśmy w erę atomową. Dostał. To jasne. Uczmy się więc, jeśli nie na błędach innych, to przynajmniej na własnych!


Po imprezie aktywa V.P. Voloshko wysłał mnie do MSCh-126.
„Nigdy nie wiadomo, co się tam może wydarzyć”, powiedział, „a są ludzie. Bądź tam, dopóki nie zadzwonię.
W kierunku MSCh-126 szło nas trzech: sekretarz organizacji partyjnej jednostki medycznej (podobno miał na nazwisko Biełkow), sekretarz komitetu partyjnego Wydziału Budownictwa ChNPP F.I. Szewcow i ja. Szewcow powiedział podekscytowany:
-… podjechałem prosto pod ABK-2 (budynek administracyjny), do wejścia, no od strony jadalni, i była taka blokada! Kawałki betonu są porozrzucane, wzmocnienie kciukiem rozdartym grubym jak zgniłe nitki! Cóż, mocne strony! Potem przyglądam się uważnie - moja mama! Czy to grafit? Podejdź bliżej - na pewno! Jak stamtąd wyrwałam łzę - myślałam, że wyskoczy mi serce!
- Jaki rodzaj grafitu? Nie zrozumiałem.
- Co zwariowałeś, Juriewiczu? Wypadło to samo wnętrze reaktora! To kompletne gówno !!!
To był cudowny kwietniowy dzień, na niebie nie było ani jednej chmurki, wiatr był absolutny zero, na drzewach pojawiły się pierwsze lepkie listki. Wielu mieszczan wyszło na ulice: matki chodziły z wózkami, ludzie szli do niedawno otwartego dużego centrum handlowego, na molo, do spółdzielni garażowej Avtolyubitel (najbliższy punkt w mieście do dworca), w ogóle wszystko było jak zwykły. Jakoś to wszystko nie pasowało do tego, co mówił Szewcow, po prostu nie mogłem w to uwierzyć, było to jakoś nierealne, odległe, frywolne. Cóż, wypadek jest, no cóż, poważny. Są ofiary, jest źle, oczywiście, no gdzie iść, skoro tak się stało… Pomoże medycyna na naszym poziomie. Jakie mogą być konsekwencje? Otóż ​​weekend poszedł na marne, znowu blok będzie stał pół roku, co oznacza, że ​​wszystkie roczne plany produkcji i sprzedaży produktów też lecą, teraz rap zabierz wszędzie – tam, gdzie jest potrzebny i niepotrzebny ( i wtedy takie myśli przyszły mi do głowy - kto teraz w to uwierzy?). Jedyne, co mi się nie przyszło, a jestem gotów przysiąc, że to wszystko, to fakt, że ten wypadek ma charakter planetarny. Kto więc mógł się domyślić, że za kilka dni słowo „Czarnobyl” stanie się znane całemu światu? To był Czarnobyl, a nie Prypeć, bo w pierwszych miesiącach po wypadku nasze miasto nazywano w prasie tylko „wioską energetyków”, chyba ze skromności. A że w tej wsi mieszkało 50 tysięcy ludzi, podczas gdy w Czarnobylu było ich około 16 czy 18 tysięcy, nie pamiętam dokładnie, że jest to miasto podporządkowania regionalnego, wszyscy milczeli. Jak nie byliśmy w ogóle. Dla informacji: Prypeć była oddzielona od stacji trzema kilometrami płaskiej, jak stół, ziemi. Czarnobyl - szesnaście, częściowo zalesione.


Znacznie później, w listopadzie 1988 roku, Yu.N. Szczerbak, autor opowiadania dokumentalnego „Czarnobyl”, pokaże mi z jakiegoś zagranicznego magazynu diagramy rozprzestrzeniania się skażenia radioaktywnego na całej planecie. 26 kwietnia to był mały punkt, potem ten punkt nabierze konturów podobnych do krzyża, a krzyż już zacznie się rozprzestrzeniać po świecie, jak przerzuty guza nowotworowego, obejmując Europę, Chiny, Japonię, Amerykę, i praktycznie cały świat, a 26...

Koniec drugiej części.


© A. Esaulov

+
Nie spiesz się, aby zamknąć stronę

Czy na pewno zapoznałeś się ze wszystkimi ofertami i promocjami naszej firmy?