18.07.2020

Mit o czarnobylskich nurkach

Zdjęcie i wideo

Prawdziwa historia nurków z Czarnobyla



Po wydaniu uznanego serialu „Czarnobyl” wszyscy ponownie przypomnieli sobie wypadek w elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Katastrofa w Czarnobylu wciąż owiana jest ogromną liczbą mitów i legend. Do dziś wiele osób wierzy w te właśnie mity i legendy. Ten artykuł skupi się na historii nurków z Czarnobyla, którzy zanurzyli się w kałuży wody pod samym reaktorem i pomogli zapobiec drugiej eksplozji, a następnie zginęli w wyniku promieniowania. To prawda, że ​​było to dalekie od przypadku.

W tym momencie chodziło o groźbę drugiego - parowo - wybuchu, który mógłby nastąpić, gdyby magma (roztopiony rdzeń reaktora) weszła w kontakt z wodą w znajdującym się pod nią zbiorniku awaryjnego zrzutu pary. Trzeba było spuścić wodę z basenu, otwierając specjalne zawory. Ale można było do nich dotrzeć tylko podziemnymi przejściami - najprawdopodobniej już zalanymi radioaktywną wodą, która powstała po ugaszeniu pożaru i doprowadzeniu wody do reaktora w celu jego schłodzenia.
Wielu z Was zna tę historię lub przynajmniej raz o niej słyszało. Brzmi to tak:

Trzech pracowników elektrowni jądrowej w Czarnobylu zgłosiło się na ochotnika do nurkowania w radioaktywnej wodzie, zdając sobie sprawę ze złożoności sytuacji i zdając sobie sprawę, że na pewno otrzymają śmiertelną dawkę promieniowania. Aleksiej Ananenko pracował w elektrowni jądrowej i wiedział, gdzie znajdują się zawory do odprowadzania wody. Według niego po prostu nie mógł odmówić wykonania tego zadania. Nazwiska dwóch innych wolontariuszy to Valery Bespalov i Boris Baranov. Wiele osób nadal myśli, że w ciągu najbliższych kilku tygodni wszyscy trzej zmarli z powodu ostrej choroby popromiennej. Mężczyzn pochowano w ołowianych trumnach z zapieczętowanymi wiekami. Nawet pozbawione życia ciała przesiąkły promieniowaniem radioaktywnym. Wielu bohaterów udało się na wyczyny dla innych, mając tylko niewielką szansę na przeżycie. Ale ci trzej mężczyźni wiedzieli, że nie mają szans. Zajrzeli w głąb, gdzie czekała na nich pewna śmierć. I zanurzył się w nich.

Niektórzy dziennikarze podawali nawet szczegóły incydentu: „Dziesięć dni później Aleksiej i Walery zmarli w moskiewskim szpitalu. Borys żył trochę dłużej. Publikacje anglojęzyczne również pisały na serio o śmierci nurków w Czarnobylu.
Wiele osób nadal uważało, że Ananenko, Baranow i Bespałow oddali życie, aby zapobiec wybuchowi. Ale dzięki adaptacji katastrofy w Czarnobylu w serialu HBO wszyscy ponownie zainteresowali się tym wydarzeniem. I wreszcie dzięki doświadczonym użytkownikom sieci społecznościowych i bezpośrednim uczestnikom tych wydarzeń, którzy postanowili wyjaśnić widzom, że tragiczna śmierć była wymysłem dziennikarzy, wszystko ułożyło się na swoim miejscu.


 

Tak naprawdę było ich trzech:

  • Boris Aleksandrowicz Baranow, kierownik zmiany stacji w Czarnobylu.
  • Valery Bespalov, starszy inżynier kontroli drugiego warsztatu turbinowego.
  • I starszy inżynier mechanik drugiego warsztatu reaktora Aleksiej Michajłowicz Ananenko.
     

Zadanie zostało rozdzielone jasno i jasno: Aleksiej Ananenko wie, jak i gdzie znajdują się zawory. Sam otworzy jedną, drugą pokaże Walerijowi Bespałowowi. Boris Baranov pomoże im z oświetleniem i przyjdzie na ratunek, jeśli ktoś się zablokuje.

Mężczyźni co prawda nosili pianki, ale nie musieli płynąć korytarzami: pompy wozów strażackich obniżały poziom wody i sięgał co najwyżej do kolan. Zawory zostały znalezione, zawory były otwarte, zagrożenie minęło.

Jednak żaden z trzech nurków nie otrzymał śmiertelnej dawki promieniowania. Wychodząc na misję, mieli radiometry IK-50, po dwa na osobę, a Baranow zabrał ze sobą DP-5.

W 2005 roku Boris Baranov zmarł na atak serca. Miał 65 lat. Jego nazwisko zostało wpisane do Księgi Pamięci ChNPP.
Ale Bespałow i Ananenko wciąż żyją. Pierwszy kontynuował pracę w elektrowni jądrowej w Czarnobylu, drugi pracował w Państwowej Inspekcji Regulacji Jądrowej Ukrainy, a następnie został pracownikiem Ukraińskiego Forum Jądrowego.

Ze wspomnień Aleksieja Ananienki:

Rozkaz opróżnienia basenu otrzymałem telefonicznie od kierownika wydziału reaktorów V.V. Griszczenko. Ponieważ kierownicy zmian w sklepach są operacyjnie podporządkowani kierownikowi zmiany stacji (SSS), odebraną komendę SSS zgłosiłem do B.A. Baranowa.
licencjat Baranow zdecydował, że 3 osoby będą zaangażowane w opróżnianie basenu - po jednej na każdy zawór, plus obserwator, który powinien przyjść na ratunek, jeśli coś pójdzie nie tak. Ze względu na wagę operacji, B.A. sam działał jako obserwator. Baranov, jeden zawór miał być otwarty przeze mnie, a drugi przez V.A. Biespałow.

Trzeba było wszystko przewidzieć, aby skrócić czas przebywania w strefie zagrożenia. Ponieważ na korytarzu nie było oświetlenia, zabraliśmy ze sobą latarnie. Nie było wiadomo, czy na zaworach pozostały tabliczki z nazwami operacyjnymi GT-21 i GT-22, dlatego aby skrócić czas spędzony na szukaniu zaworów podniosłem schemat przebiegu procesu i próbowałem sobie w wyobraźni wyobrazić ich lokalizację. Okucia mogły być bez kół zamachowych - zabrali ze sobą duży klucz gazowy.
Na zlecenie B.A. Baranova, przynieśli nam kombinezony do sterowni. W celu kontroli dozymetrycznej zdobyliśmy 2 dozymetry jonizacyjne typu akumulacyjnego IK-50 (czyli na 50 rentgenów) - jeden był przyczepiony do klatki piersiowej, drugi był gdzieś na wysokości kostki, czyli w miejscu jak najbliżej do wody jako najsilniejszego źródła promieniowania. Ochrona przed aerozolami w powietrzu - konwencjonalne maski oddechowe typu "płatek".

Sama operacja przebiegła szybko i bez komplikacji. Dotarliśmy do korytarza „dwa zera pierwszego”, B.A. Baranow zatrzymał się przy wejściu, V.A. Bespałow wszedł do wody - poziom wody był po kolana i starając się jak najszybciej poruszać, wszedł w głąb korytarza. Na podłodze ułożono rurę o dość dużej średnicy, a gdy tylko do niej dotarli, zaczęli się po niej poruszać. Poziom wody był na poziomie kostek. Gdy tylko znalazłem się na korytarzu, szybko zniknęły obawy, że nie znajdę potrzebnych okuć. Okazało się, że zawory są ze znakami. Sprawdziłem nazwy operacyjne - wszystko do siebie pasuje, błąd jest wykluczony. Nie sprawdziła się też ostatnia obawa - że na zaworach nie ma kół zamachowych lub że są zakleszczone w pozycji zamkniętej. Były otwierane stosunkowo łatwo, nie był potrzebny klucz gazowy. Charakterystycznym szumem wody spływającej grawitacyjnie z basenu upewniliśmy się, że zadanie zostało wykonane i basen został opróżniony.

Po powrocie sprawdziliśmy odczyty dozymetrów. IK-50 nie jest urządzeniem bardzo dokładnym, a jego odczyty mogą się zagubić nawet w wyniku wstrząsów podczas biegu. Ma jednak jedną zaletę – jest to dozymetr z bezpośrednim odczytem, ​​tzn. po odchyleniu strzałki można od razu określić otrzymaną dawkę. Niestety pamięć nie uchwyciła odczytów instrumentów. Może to oznaczać tylko jedno – liczby nie były szokujące. Gdybyśmy mówili o dziesiątkach prześwietleń, to bym pamiętał.


Oczywiście nie oznacza to wcale, że operacja była łatwym spacerkiem. Próbując zrekonstruować te odległe wydarzenia, zadzwoniłem do mojego przyjaciela Valery Bespalov, a on opowiedział mi o epizodzie, którego nie pamiętam, ale który bardzo dobrze charakteryzuje ówczesną sytuację w elektrowni jądrowej. Według niego, gdy w drodze do „dwa zera najpierw” zbliżyliśmy się do wejścia do korytarza transportowego bloku 4, Baranov B.A. zatrzymał się, wyciągnął rączkę teleskopową DP-5 na pełną długość i wystawił czujnik na korytarz. „Spojrzałem przez ramię Baranowa na odczyty”, wspomina Valera, „urządzenie nie było na listach przebojów we wszystkich podzakresach. Potem nastąpiła krótka komenda: „Ruszaj się bardzo szybko!” Przechodząc przez niebezpieczną przestrzeń, nie mogłem się oprzeć, obejrzałem się i zobaczyłem gigantyczny czarny stożek fragmentów eksplodowanego reaktora, zmieszany z odłamkami betonu, wysypujący się z góry przez otwór technologiczny z centralnej hali. W ustach pojawił się znajomy metaliczny smak płynnej radiolizy.


Wszyscy trzej likwidatorzy zostali odznaczeni Orderami Czerwonego Sztandaru Pracy. W 2018 roku Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko przyznał im Order Odwagi III stopnia. Za Baranowa nagrodę otrzymał jego wnuk.

+
Nie spiesz się, aby zamknąć stronę

Czy na pewno zapoznałeś się ze wszystkimi ofertami i promocjami naszej firmy?