21.06.2020

Operacja „Igła”

Jak przebiegały pomiary poziomu promieniowania i temperatury w reaktorze?
 

Z historii Konstantina Pawłowicza Checherowa.


- W maju niejednokrotnie przeleciałem z urządzeniem nad zniszczonym reaktorem. Dowody były oszołomione. Po południu upał spada poniżej +35, konstrukcje budynku rozgrzewają się, a wewnątrz reaktora pokazuje +24! Nie to 1000 stopni, nie mogłem znaleźć stu stopni. Postanowiono polecieć rano. Kiedy budynek w końcu ostygnie i nie będzie zakłóceń termicznych. Ale niestety wynik pozostał taki sam. Mury +14, a w zawaleniu +24! Wydajność urządzenia była sprawdzana wielokrotnie, ale wynik pozostał taki sam.


Na początku maja temperatura wewnątrz zniszczonego reaktora wciąż się utrzymywała i czasami dochodziła do 300 stopni. Miesiąc później za pomocą amerykańskiego ciepłomierza przeprowadzano regularne pomiary, które wykazały +24 stopnie.


19 lipca 1986 r. Przeprowadzono specjalną operację pod nazwą „Igła”. Do pomiaru temperatury i poziomu promieniowania w szybie reaktora postanowiono stworzyć specjalną sondę w postaci długiej 18-metrowej rury, wewnątrz której znajdowały się wszelkiego rodzaju czujniki do pomiaru. Do górnego końca rury przymocowano 300-metrowy fał; wewnątrz znajdował się kabel do podłączenia czujników do aparatury pomiarowej.


W celu opuszczenia Igloo do szybu reaktora zdecydowano się na użycie pilotów śmigłowców. Za pomocą helikoptera pręt został opuszczony do zniszczonego reaktora, a drugi koniec z kablem został zrzucony na zewnątrz jednostki. W rezultacie sam kabel nie spadł tam, gdzie pierwotnie planowano. Aby go zdobyć, akademik Jewgienij Wielikow i Wiaczesław Pisemny weszli do korytarza, z którego przez panoramiczne okna otwierał się widok na zniszczony reaktor. Trzeba było działać jak najszybciej, ponieważ komora promieni gamma z reaktora była wystarczająco mocna. Ważący koniec kabla został znaleziony za oknem korytarza. Pokój do pisania rozbił szybę i podniósł kabel prętem z czujnikiem z dozymetru DP-5V i pociągnął go do góry.


Za pomocą „Igły” uzyskano dane przy +50 stopniach i około 180 prześwietleniach na godzinę. Wtedy praktycznie nie wszystkim przyszło do głowy, że w szybie reaktora, w którym znajduje się roztopione paliwo, liczby powinny być znacznie wyższe.


W 1989 roku, kiedy rozpoczęła się inspekcja hali centralnej, ustalono, że pręt Igla nie wchodził do szybu reaktora, ale do pustego północnego basenu odstojowego. Należy zaznaczyć, że opuszczenie takiego elementu jak żelazna 18 metrowa rura z helikoptera i dostanie się we właściwe miejsce to niezwykle trudne zadanie. Piloci helikopterów nie popełniali wielu błędów. Gdyby zabrali go 5-6 metrów na zachód, trafiliby do reaktora.
W 1986 roku wszyscy myśleli, że „Igła” uderzyła w szyb reaktora. Patrząc z helikoptera trudno określić, gdzie wystaje pręt. Basen ekspozycji i szyb reaktora są bardzo blisko. Następnie wykonano pomiary promieniowania w północnej puli ekspozycji w pionie i otrzymano 35 promieni rentgenowskich na godzinę na dnie basenu i 70 promieni rentgenowskich na godzinę na poziomie podłogi hali centralnej, gdzie znajdowała się blokada. Ale to jest 89, więc na 86 mogło to być 180 zdjęć rentgenowskich na godzinę. Czyli dane uzyskane za pomocą „Igły” były poprawne. Tylko dane o sytuacji w basenie, a nie w szybie reaktora.

+
Nie spiesz się, aby zamknąć stronę

Czy na pewno zapoznałeś się ze wszystkimi ofertami i promocjami naszej firmy?